Debata prezydencka po katolicku: o in-vitro, zdradzie małżeńskiej, Janie Pawle II i „prymacie sumienia”

Podczas przedwyborczej debaty między prezydentem Komorowskim a Andrzejem Dudą doszło do ostrej wymiany zdań również w kwestiach dotyczących moralności. Katolików powinno zainteresować, jakie zdanie na tematy „światopoglądowe” zaprezentowali obaj politycy.

 

Jeden z najgorętszych sporów między urzędującym prezydentem a kandydatem PiS dotyczył metody sztucznego zapłodnienia. Komorowski znany jest z umiłowania dla produkcji dzieci z probówki. Jako zarzut przypominał Dudzie projekt ustawy, w którym polityk Prawa i Sprawiedliwości postulował karanie dwoma latami więzienia lekarzy, którzy będą stosowali nieludzką metodę in-vitro. – Jak pan ma odwagę w ten sposób traktować i w ten sposób ustosunkowywać się do nieszczęścia ludzkiego, jakim jest brak dziecka? To jest średniowiecze – krzyczał prezydent.

 

Duda bronił się powołując na naukę Kościoła. – Pod względem ochrony życia jestem tym, który pamięta o naukach JPII. Jeśli pan sądzi, że te nauki to średniowiecze to może pan tak uważać – ripostował. – Godność jest niezbywalną rzeczą, której nie można zabierać. Zamrażanie zarodków jest deptaniem godności. Rozumiem ludzi, którzy nie mogą mieć dzieci. Sam jestem ojcem. Ustawa musi gwarantować ochronę życia i godności. Ustawa, którą Pan proponuje tego nie gwarantuje – stwierdził Duda. Dodał przy tym, że nie rozumie jak prezydent mógł dopuścić do wypuszczenia spotu, w którym atakuje się Dudę jako przeciwnika matki i jej dziecka. O spocie tym pisaliśmy tutaj.

 

Komorowski przywołał kwestię in-vitro również w mowie podsumowującej debatę. Stwierdził, że jeśli znów zostanie wybrany na urząd prezydenta, to „sumienie obywatela” będzie decydowało, czy można korzystać z in-vitro. A więc to poszczególne sumienia mają decydować, czy wolno zamrażać ludzkie zarodki. Na Facebooku tak skomentował to prof. Jacek Bartyzel: Tym natomiast, co całkowicie dyskwalifikuje B. Komorowskiego jako deklaratywnego katolika jest liberalne bredzenie o „wolnym sumieniu” jako sferze „prywatności” niepodlegającej ocenie i sankcji. Sumienie nie jest jakąś ostatecznie rozstrzygającą instancją o znamionach „suwerena”, tylko jakby „lektorem” nakazów prawa moralnego, zdolnością samooceny wyłanianego aktu decyzji, wartościująco-imperatywnym sądem praktycznym, stwierdzającym czy zamierzonego przeze mnie czynu powinienem, czy nie powinienem dokonać oraz czy jest on dobry czy zły. Sąd ten jednak nie jest nieomylny, bo nakazy te możemy odczytać źle: błądzić nie możemy jedynie w ogólnej zasadzie „prasumienia” (synderezy), czyli skłaniania do dobra i odstraszania od zła, natomiast jej zastosowanie przez konkretną osobę do konkretnych czynów w konkretnych okolicznościach może okazać się błędne z powodu sformułowania bądź powzięcia nietrafnych sądów szczegółowych. Sumienie nie jest też tylko aktem woli czy uczuć, ale również aktem rozumu, czyli skłonność woli musi poprzedzić poznanie dobra. Św. Tomasz (Traktat o człowieku, I, q. 79, a. 13) wymienia trzy funkcje sumienia: 1) świadczenia; 2) zobowiązania lub pobudzania, 3) usprawiedliwienia bądź oskarżenia – w tym drugim wypadku mówimy, że sumienie „gryzie”. To wszystko rozgrywa się istotnie w głębi ludzkiej duszy, ale nie wynika z tego, iżby jej rozstrzygnięcia miały moc powstrzymywania działania prawa karzącego czyny obiektywnie złe.

 

Podczas debaty poruszono także kwestię… zdrady małżeńskiej, jej oceny i sankcjonowania. Komorowski uderzał w Dudę: – Pana asystentka, pani Magdalena Żuraw, mnie zdumiała. Ale zdumiał mnie też brak pańskiej reakcji. Ta pani powiedziała, a ma na myśli kamieniowanie kobiet w Iranie, mówi, że to jest kwestia prawa i suwerenności drugiego kraju. Jakie są pana poglądy w tej sprawie? – pytał prezydent.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *