Komentarz do J 20,19-23 na niedzielę 8 czerwca 2014 roku.

DSCF7693

„Przyszedł Jezus (…) pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana” (J 20, 19-

1. Pamiętamy przypowieść o ojcu miłosiernym i synu marnotrawnym – gdy młodszy syn powraca do

domu ojciec biegnie mu naprzeciw uradowany, mimo że syn „zasługiwał” na naganę. Radość ojca była

większa od lamentu, co syn zrobił. Gdy kobietę pochwyconą na cudzołóstwie przyprowadzono przed

Jezusa, aby ją surowo – zgodnie z przepisami – osądził, Mistrz z Nazaretu radował się, że mógł jej dać

szansę na poprawę. Tak samo było z Zacheuszem – uradowany przyjął Zbawiciela w swoim domu

deklarując naprawienie wcześniej wyrządzonych krzywd. Z pewnością radość w sercu Jezusa była

większa, niż zasmucenie z tego, co wcześniej celnik zrobił.

2. Gdy w wieczór dnia zmartwychwstania Jezus przychodzi do zgromadzonych w Wieczerniku

Apostołów radość większa była z obecności Pana, aniżeli smutek z powodu Jego Męki. Radość

Pana, tak wiele razy objawiona przez Jezusa, gdy cieszył się z nawrócenia grzeszników, udzielała się

Apostołom. Radość Boża jest wtedy, gdy cieszymy się z obecności, a nie lamentujemy nad ranami

i grzechami. Apostołowie widząc Pana Jezusa uradowali się, mimo że on pokazał im ręce i bok z

wyraźnymi śladami męki. Wspominając tamtą radość prośmy Jezusa, aby i na nas tchnął Ducha –

byśmy cieszyli się i radowali z nawróceń, a nie gorszyli się czy gardzili grzesznikami.

3. „Uradowali się uczniowie ujrzawszy Pana”, a On tchnął na nich Ducha. A oni poszli z misją

odpuszczania grzechów. Wieczernik można porównać do studni bez dna – gdyż tam zostało odkryte

źródło, które się nie wyczerpie. „Tam” przyszedł Jezus, pokazał im bok przebity, ale nie skomentował

tego, że to z miłości do wszystkich ludzi pozwolił sobie serce zranić. „Tam”, w Wieczerniku,

przebity bok Jezusa stał się źródłem miłości przebaczającej rozlewającej się w Kościele przez posługę

Apostołów i ich następców. Słowa „weźmijcie Ducha Świętego” są zachętą, by łaska miłosierdzia

ukazana w przebitym na Krzyżu sercu Zbawiciela nadal była rozlewana na wszystkich grzeszników.

Następcy Apostołów lepiej czy gorzej, wg naszej oceny, rozlewają tę łaskę w sakramentalnej posłudze

spowiedzi. Nie patrzmy, proszę, jak oni to robią, ale radujmy się, że w osobach kapłanów jest wśród

nas ta wyzwalająca nas z grzechów obecność Jezusa. W każdym kapłanie siedzącym w konfesjonale

zauważajmy obecność kogoś, kto ma przywilej czerpania ze studni miłosierdzia i rozdawania nam go

tak często, jak tego potrzebujemy. A my – przyznajmy się do tego – gdy widzimy braki kapłanów, czyli

ich symbolicznie przebite ręce i bok, lamentujemy nad tym zabijając w sercach radość, że kapłani po

prostu są i nam służą. Gdy lekarz jest zbyt mało delikatny albo małomówny, nie zwracamy na to uwagi,

jeśli tylko ulżył naszemu cierpieniu. Podobnie ze spowiednikami – przynoszą nam ulgę udzielając

rozgrzeszenia, mimo że bywają mało delikatni lub małomówni.

4. W rozważaniach autorstwa ks. Franciszka Ziebury natrafiłem na taki przykład. „Są matki, które nie

myślą o tym, by Kościołowi dać księdza. Gorzej, była matka, która zabiła swoje dziecko, aby nie był

księdzem! Zabiła – a jednak ksiądz będzie. Będzie? Jak to możliwe? Gdy Bóg działa, my możemy

tylko podziwiać. Młody lekarz, kiedy przeczytał w gazecie o zbrodniczym czynie tej wyrodnej matki,

powiedział: ‘Ja leczę ciało, a tu widzę, że dusze są chore i więcej leczenia potrzebują!’ I co zrobił?

Rzucił swój lekarski zawód i wstąpił do seminarium duchownego, rozpoczął studia teologiczne, by jako

kapłan mógł leczyć dusze.” W Uroczystość Zesłania Ducha Świętego podziękujmy za „lekarzy dusz”,

za Rodziców którzy wspomagają swych synów w wyborze kapłaństwa i za spowiedź, piękny dar z

Wieczernika.

Ks. Paweł Barylak SDB

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *