O tym jak najsłabsi mocarze strzelają w dziesiątkę! Dla ludzi naszych czasów.

10014747_728818790502957_5070859339229936915_o

 

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem. (Mt. 11,28-30)

 

Ale o co chodzi? – zapytasz. Ha! Jakkolwiek nie odpowiem i tak nie wyczerpię tematu, postanawiam więc odpowiedzieć szczerze, nie dbając o to, czy Ciebie drogi Czytelniku to zainteresuje, czy nie. Inaczej o ‘Strzale w dziesiątkę’ po prostu nie potrafię.

Ad rem. Zaczęło się siedem miesięcy temu. Łagodnie, spokojnie, bardzo wesoło. Tak właśnie – wesoło, a jednocześnie od razu autentycznie. Cotygodniowe, piątkowe, wieczorne spotkania po Mszy Świętej, oparte na wolności i właśnie takie: autentyczne.

Jest nas tu grubo ponad setka. Niewielu zrezygnowało, a po siedmiu miesiącach, gdy jest dużo mniej wesoło, wydaje się, że nie zrezygnuje już nikt.

Co robimy? Hmmm… Na początek łatwiej powiedzieć czego nie robimy! Otóż nie modlimy się językami, nie śpiewamy, nie składamy osobistych świadectw, nie trzymamy się za ręce w spontanicznych modlitwach, nie jesteśmy też jakąś ogromną grupą terapeutyczną itp.

Cóż więc takiego robimy co tydzień od siedmiu miesięcy? Co takiego się dzieje, że nie rezygnujemy ze spotkań, które przecież trwają niemal do dwóch godzin każdego piątkowego wieczoru?

My słuchamy. Słuchamy tak, jak słuchać powinniśmy, bo słuchamy duchowo. Zakonnik mówi katechezy, wskazując czasem również i na swoją osobistą niedoskonałość, próbuje zniechęcić nas do przychodzenia, ale bez większego skutku. Nie przemawia się tu do nas ex cathedra, ale osobiście, więc nie odchodzimy i wciąż słuchamy.

Dlaczego tyle razy podczas siedmiu miesięcy chciał nas zniechęcić? Nie wiem co na to inni, ale osobiście widzę wyraźnie, że mogłoby nie mieć sensu trwanie w jakimkolwiek działaniu duchowym, jeśli nie ma w tym naszej autentyczności. Zatem nie chodzi tu o weryfikację kto ma już odpowiednie cnoty duchowe, a kto nie. Kto się już nadaje, a kto nie. Absolutnie, w tych spotkaniach nie ma jakiejś narzuconej selekcji. Tu nie trzeba mieć za sobą  teologicznych kursów, czy doświadczeń formacji duchowych. Chodzi jedynie o nasze chcenie, o zwyczajną prawdziwość pragnienia i całkowitą jego wolność.

Na czym zatem polega takie słuchanie duchowe?

Przechodzimy przez treści Pisma Świętego, ale przechodzimy tak, że wgniatają nas one w ziemię. Co zakryte staje się odkryte, co niezrozumiałe, staje się jasne, a Duch Święty ukazuje nam, jak bardzo treści biblijne, zarówno Starego jak i Nowego Testamentu są naszym osobistym doświadczeniem, w niepowtarzalnych historiach naszego własnego życia. I właśnie w ten sposób czytamy i słuchamy, nie zaś w kontekście wydarzeń sprzed kilku tysięcy lat, które jakoby nas nie dotyczą.

Sądzę że wielu z nas, być może i wszyscy, dostrzegają wyraźnie, że sytuacje, w których znajdowali się np. synowie Noego, prorok Dawid, czy święty Piotr, są sytuacjami z naszego życia!!! Treści Pisma Świętego są w nas tak naturalnie żywe, że aż boli, czasem nawet być może boli mocno, ale jednocześnie boli dobrze!

Jak to? – Powiesz drogi Czytelniku. To po co tam chodzicie, jeśli boli? Ha! Właśnie na tym między innymi oparte jest nadprzyrodzone działanie Ducha Świętego podczas tych spotkań, a mówiącym nie jest wcale zakonnik. Pewnie, że przykłady podaje również ze swojego życia, czasem tak z resztą śmieszne, że dla odmiany wyciskają łzy śmiechu! A jednak, treść która płynie jest bezpośrednim uderzeniem Ducha Świętego. Jeśli byłoby inaczej, już dawno bylibyśmy albo sektą, albo by nas tam po prostu już dawno nie było!

Cóż więc boli? Wejście w głębokie treści o sobie samym pozwala zobaczyć własną nędzę. Oprócz tego, że wie się to, co się o sobie wie, zaczyna się wiedzieć to, czego się o sobie nie wie! I to bywa o wiele cenniejsze!

Jak wszyscy ludzie, jesteśmy zatem najsłabszymi mocarzami. Jak to rozumieć? Otóż, oparte na Dekalogu doświadczenie ‘Strzału w dziesiątkę’, pozwala wejść w wiele sfer własnej nędzy duchowej, w najgorsze /naprawdę najgorsze!!!/ przestrzenie własnego ja. W swoje najciemniejsze zakamarki, najtrudniejsze, w tak trudne, że być może czasem nawet nie umiemy ich ponazywać. Dlaczego więc w tym ciągle trwamy? Ha! Zgadnij sam drogi Czytelniku, Kogo spotykamy w tych swoich najtrudniejszych przestrzeniach?

Tak. Tam właśnie jest Jezus Chrystus! Cały! Kochający! ‘Bo – jak nieustannie przypomina prowadzący spotkania –  Jezus Chrystus nie zna innej relacji, nie potrafi inaczej, jak tylko kochać!’. Wskazując na Chrystusa ukrzyżowanego, zwraca się do nas słowami: ‘Zobacz! Co On Ci może zrobić? On nawet nie może ruszyć ręką!’. Słabi więc sobą, ale mocni przedsmakami wolności Chrystusa, organizujemy obowiązki tak, aby w kolejny piątek znów przyjść ‘na następny strzał’.

W ten sposób z tygodnia na tydzień, odzyskujemy naszą wolność w Jezusie Chrystusie. Schematy upadają, a kolejne uwolnienia stają się radosnymi kopniakami, aż chce się żyć, ale tak troszkę jakby już jedną nogą w Niebie, z jakąś mglistą, zaledwie pewnie wstępną świadomością, że nie będzie łatwo.

‘Strzał w dziesiątkę’ nie tylko jednak polega na słuchaniu. Co jakiś czas robimy tzw. skrutacje. Przynosimy Biblie, siadamy każdy z osobna i… dzieją się cuda, ale to już bardzo osobista przygoda więc na tym zakończę.

          Dzieło ‘Strzału w dziesiątkę’ warte jest rozpowszechniania, bo według mnie, jest oświeceniem właśnie dla nas – ludzi naszej dekady i osobiście wyraźnie dostrzegam w tym doświadczeniu mocne działanie nieskończenie pomysłowego Ducha Świętego w Jego najczulszej Łasce. My w każdym bądź razie bardzo takich działań potrzebujemy, bo przecież w każdy piątek wciąż przychodzimy!

 

Chwała Trójcy Przenajświętszej

Najtroskliwiej Oświecającej

 

kasia chrzan

zapisano zimą 2013r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *