Gdyby nie zachowanie prof. Pawłowicz, na pewno znalazłby się inny temat zastępczy – mówi politolog Jakub Świderski w rozmowie z Dorotą Łomicką.
Czy to, że poseł Krystyna Pawłowicz jadła sałatkę podczas głosowania w sali sejmowej, rzeczywiście było ważniejsze od przesłuchania ws. WSI prezydenta Polski Bronisława Komorowskiego, które zostało przez mainstreamowe media zupełnie pominięte?
Należy przyznać, że spożywanie posiłków w takich okolicznościach jak głosowanie przez posłów w Sejmie nie wygląda najlepiej i pani prof. Pawłowicz niestety podłożyła się mediom głównego nurtu, które z radością wykorzystały to potknięcie. A że wydarzyło się to w czasie, kiedy akurat przed sądem przesłuchiwany był prezydent Komorowski – cóż, coś musiało przecież w mediach się wybić. Pani poseł dała mediom prezent i pretekst do ataku. Całe to środowisko związane z „Gazetą Wyborczą” czy TVN‑em na pewno niezmiernie z tego się ucieszyło.
Czy możemy więc mówić o typowym temacie zastępczym?
Owszem. Gdyby nie zachowanie prof. Pawłowicz, na pewno znalazłby się inny temat. Jak mówiłem, coś musi w mediach się wybijać. Sprawa pani poseł wyszła po prostu w najlepszym dla mediów momencie.
O czym świadczą takie działania mediów i z czego Pana zdaniem wynikają?
Niezwykle silna polaryzacja społeczna, z którą mamy obecnie do czynienia w Polsce, istnieje również w środowisku dziennikarskim i nie da się tego ukryć. Dziennikarze są też obywatelami i wyborcami, więc interpretacja rzeczywistości jest oczywiście ich prawem. Trudno natomiast spodziewać się, żeby działali wbrew swoim szefom i pracodawcom. Problemem jest tu kwestia moralnej odpowiedzialności poszczególnych dziennikarzy – czy będą posługiwali się manipulacją opartą na kłamstwie, czy tylko wybiórczo interpretowali i przedstawiali rzeczywistość.
Całość w:http://niezalezna.pl/62544-musieli-znalezc-aferke-aby-ukryc-afere-milczenie-o-przesluchaniu-komorowskiego

