Interesująca przedwyborcza ( i nie tylko) refleksja na temat lokalnego życia społecznego..
W dniu wczorajszym ktoś pokazał mi ulotkę wyborczą jednego z kandydatów PSL, którą odnalazł w swojej skrzynce listowej. Ulotka jak ulotka, nic ciekawego, ani tym bardziej nic przekonującego. Słodkie, ckliwe i zupełnie niewiarygodne opowieści jego kolegów z PSLu o tym jak wspaniałym człowiekiem jest osoba kandydata, którego działalność społeczna sięga roku 1981 (!?), a który od 8 lat poprzez przynależność partyjną odpowiada za tragiczny stan Polskiej gospodarki, rolnictwa, służby zdrowia i wielu innych sektorów pod rządami koalicji PO-PSL.
Do refleksji nad ulotką skłoniła mnie jedynie wypowiedź pani Bożeny Grabarz z Lesiec, żony działacza PSL, która wypowiada się jednocześnie jako sołtys, szefowa Koła Gospodyń Wiejskich, członkini Stowarzyszenia Rozwoju Wsi Leśce i mieszkanka… Te kilka zamieszczonych obok jej zdjęcia zdań przywołało mi na myśl to, czego tak często doświadczamy w gminnym życiu, a co można nazwać kupczeniem słowem i prawdą.
Wąski interes przed prawdą i uczciwością
W “świadectwie” pani Bożeny Grabarz o pośle Łopacie, nie wchodzi ona w niuanse na temat jakości rządów PSLu i PO i ich szkodliwości dla Polski. Nie jest dla niej ważne jak głosował poseł w sprawie prywatyzacji lasów, w sprawie wieku emerytalnego dla kobiet na wsi i w wielu innych ważnych sprawach. Dla niej ważne jest tylko to, że pan poseł oglądał kabaret z Lesiec i że zabrał swój potencjalny elektorat na wycieczkę do Sejmu. Pomógł on też pozyskać środki unijne na plac zabaw – ciekawe jak to się robi – myślałem, że środki unijne pozyskuje się według określonych procedur bez możliwości poselskich nacisków. Postawa pani sołtys wyraża pogląd, który można streścić następująco: dobry jest ten, kto mi coś da, a to kim on naprawdę jest i czy zbiera owoce do koszyczka dobra wspólnego czy do swojego własnego zupełnie mnie już nie interesuje.
Może nie warto byłoby o tym pisać, gdyby nie fakt, że jest to zachowanie typowe, w które lata złej władzy uwikłały bardzo wiele osób. Z podobnym myśleniem można spotkać się w lokalnych relacjach bardzo często. Mówi i robi się tylko to, co jest korzystne dla mnie i dla mojego tak inaczej pojmowanego klanu – choćby to było wbrew prawdzie i zasadom przyzwoitości.
Ciekawe jest też to, że na końcu sygnowanego przez siebie tekstu pani Grabarz pisze w imieniu jakiegoś “my”, które będzie głosowało na pana z PSLu. Kto jest tym “my”?! Czy całe bez wyjątku Koło Gospodyń Wiejskich z Lesiec? A może całe Stowarzyszenie Rozwoju Wsi Leśce? A może to “my” to jedynie pani Bożena Grabarz ze swoim mężem działaczem PSL? Znając lesieckie realia skłaniam się do tego ostatniego.
“Ty wolisz prawdę niż przyjaciół”
Kiedyś w moich lokalnych perypetiach i rozmowach z tymi, których uważałem za sprzymierzeńców w budowaniu prawdziwej lokalnej kultury usłyszałem na poważnie wypowiedziany w stosunku do mnie wyrzut: “Ty wolisz prawdę niż przyjaciół!”. Przez chwilę zaniemówiłem.

