Jak pisze portal onet.pl jeden z funkcjonariuszy podkarpackiej policji zabrał głos w sprawie tzw. afery radarowej i ujawnił mechanizmy działania polskiej policji. Chodzi o informacje na temat ręcznych radarów Iskra-1, których używa drogówka. Kierowcom udało się udowodnić, że są one szczególnie podatne na zakłócenia, a w przypadku kilku pojazdów, nie potrafią wskazać konkretnego samochodu który przekroczył dopuszczalną prędkość.
W odpowiedzi rzecznik policji Mariusz Sokołowski stwierdził, że gdy radar jest zepsuty policjanci powinni odstąpić od sprawdzania pojazdów, podkreślając że w sytuacji, gdy nie ma pewności kto przekroczył prędkość – istnieje jeszcze możliwość pouczenia, bez wystawienia mandatu. Jeden z policjantów pragnący zachować anonimowość zaprzecza.
– Pan rzecznik nie wie, co mówi, co tak naprawdę dzieje się w komendach. Po pierwsze policjant ma obowiązek zareagować na wszelkie przestępstwa i wykroczenia, a nie odstępować od sprawdzania. Po drugie, o ile policjanci mogą stosować środki wychowawcze, w tym pouczenia, to zazwyczaj komendanci jednostek policji zabraniają podwładnym takich praktyk. Każde wykroczenie ma kończyć się mandatem lub wnioskiem do sądu. Niestosowanie się do tego typu rozkazów jest działaniem wbrew przełożonemu, a to z kolei ciągnie za sobą szereg konsekwencji karnych i dyscyplinarnych – twierdzi.
Całość artykułu: Niezalezna.pl




