„Przyszedł Jezus (…) pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana” (J 20, 19-
1. Pamiętamy przypowieść o ojcu miłosiernym i synu marnotrawnym – gdy młodszy syn powraca do
domu ojciec biegnie mu naprzeciw uradowany, mimo że syn „zasługiwał” na naganę. Radość ojca była
większa od lamentu, co syn zrobił. Gdy kobietę pochwyconą na cudzołóstwie przyprowadzono przed
Jezusa, aby ją surowo – zgodnie z przepisami – osądził, Mistrz z Nazaretu radował się, że mógł jej dać
szansę na poprawę. Tak samo było z Zacheuszem – uradowany przyjął Zbawiciela w swoim domu
deklarując naprawienie wcześniej wyrządzonych krzywd. Z pewnością radość w sercu Jezusa była
większa, niż zasmucenie z tego, co wcześniej celnik zrobił.
2. Gdy w wieczór dnia zmartwychwstania Jezus przychodzi do zgromadzonych w Wieczerniku
Apostołów radość większa była z obecności Pana, aniżeli smutek z powodu Jego Męki. Radość
Pana, tak wiele razy objawiona przez Jezusa, gdy cieszył się z nawrócenia grzeszników, udzielała się
Apostołom. Radość Boża jest wtedy, gdy cieszymy się z obecności, a nie lamentujemy nad ranami
i grzechami. Apostołowie widząc Pana Jezusa uradowali się, mimo że on pokazał im ręce i bok z
wyraźnymi śladami męki. Wspominając tamtą radość prośmy Jezusa, aby i na nas tchnął Ducha –
byśmy cieszyli się i radowali z nawróceń, a nie gorszyli się czy gardzili grzesznikami.
3. „Uradowali się uczniowie ujrzawszy Pana”, a On tchnął na nich Ducha. A oni poszli z misją
odpuszczania grzechów. Wieczernik można porównać do studni bez dna – gdyż tam zostało odkryte
źródło, które się nie wyczerpie. „Tam” przyszedł Jezus, pokazał im bok przebity, ale nie skomentował
tego, że to z miłości do wszystkich ludzi pozwolił sobie serce zranić. „Tam”, w Wieczerniku,
przebity bok Jezusa stał się źródłem miłości przebaczającej rozlewającej się w Kościele przez posługę
Apostołów i ich następców. Słowa „weźmijcie Ducha Świętego” są zachętą, by łaska miłosierdzia
ukazana w przebitym na Krzyżu sercu Zbawiciela nadal była rozlewana na wszystkich grzeszników.
Następcy Apostołów lepiej czy gorzej, wg naszej oceny, rozlewają tę łaskę w sakramentalnej posłudze
spowiedzi. Nie patrzmy, proszę, jak oni to robią, ale radujmy się, że w osobach kapłanów jest wśród
nas ta wyzwalająca nas z grzechów obecność Jezusa. W każdym kapłanie siedzącym w konfesjonale
zauważajmy obecność kogoś, kto ma przywilej czerpania ze studni miłosierdzia i rozdawania nam go
tak często, jak tego potrzebujemy. A my – przyznajmy się do tego – gdy widzimy braki kapłanów, czyli
ich symbolicznie przebite ręce i bok, lamentujemy nad tym zabijając w sercach radość, że kapłani po
prostu są i nam służą. Gdy lekarz jest zbyt mało delikatny albo małomówny, nie zwracamy na to uwagi,
jeśli tylko ulżył naszemu cierpieniu. Podobnie ze spowiednikami – przynoszą nam ulgę udzielając
rozgrzeszenia, mimo że bywają mało delikatni lub małomówni.
4. W rozważaniach autorstwa ks. Franciszka Ziebury natrafiłem na taki przykład. „Są matki, które nie
myślą o tym, by Kościołowi dać księdza. Gorzej, była matka, która zabiła swoje dziecko, aby nie był
księdzem! Zabiła – a jednak ksiądz będzie. Będzie? Jak to możliwe? Gdy Bóg działa, my możemy
tylko podziwiać. Młody lekarz, kiedy przeczytał w gazecie o zbrodniczym czynie tej wyrodnej matki,
powiedział: ‘Ja leczę ciało, a tu widzę, że dusze są chore i więcej leczenia potrzebują!’ I co zrobił?
Rzucił swój lekarski zawód i wstąpił do seminarium duchownego, rozpoczął studia teologiczne, by jako
kapłan mógł leczyć dusze.” W Uroczystość Zesłania Ducha Świętego podziękujmy za „lekarzy dusz”,
za Rodziców którzy wspomagają swych synów w wyborze kapłaństwa i za spowiedź, piękny dar z
Wieczernika.
Ks. Paweł Barylak SDB




