25 maja 1948 roku:
W więzieniu na Rakowieckiej w Warszawie wykonano wyrok śmierci na rotmistrzu Witoldzie Pileckim. Poniżej fragment artykułu z PCh24.pl
Misja Witolda Pileckiego w komunistycznej Polsce była skazana na porażkę. Tropiący go ubecy uknuli przeciwko niemu perfidną intrygę. Cel był jeden: zamordować rotmistrza.
W 2. Korpusie Polskim gen. Władysława Andersa Pilecki zameldował się 11 lipca 1945 roku. Trafił tam z obozu w Murnau, gdzie spędził kilka miesięcy po kapitulacji Powstania Warszawskiego. Szybko zgłosił gotowość powrotu do Polski. Jako były konspirator z organizacji „Nie”, chciał rozpocząć działalność w kraju przeciwko sowieckiemu okupantowi.
„Bóg da i Matka Najświętsza, że wszystko będzie dobrze…”
Pilecki wrócił do Polski pod koniec 1945 roku. Towarzyszyła mu współpracownica z okresu konspiracji w kraju, Maria Szelągowska. Rotmistrz przyjął nazwisko Roman Jezierski.
Praca konspiracyjna Pileckiego szła jak po grudzie. Organizował strukturę wywiadowczą. Brakowało jednak pieniędzy i ludzi. Środki finansowe wystarczały jedynie na tworzenie ścieżek kurierskich. Powoli jednak, krok po kroku, rotmistrz tworzył siatkę współpracowników. Pilecki nawiązywał też kontakty z partyzantami.
W czerwcu 1946 roku misja rotmistrza mogła zostać przerwana. Do kraju przyjechała bowiem kpt. Jadwiga Mierzejewska „Danuta” – wysłanniczka Oddziału 2. Korpusu. Wraz z nią przybył, wysłany wcześniej przez Witolda kurier, ppor. Tadeusz Płużański. „Danuta” przywiozła Pileckiemu rozkaz opuszczenia kraju.
Pilecki jednak nie chciał wyjeżdżać. Kluczył, lawirował, był niezdecydowany. W końcu dostał pozwolenie na to, by nadal prowadzić działalność w kraju. Przekazał ją w zaszyfrowanej instrukcji jego współpracownik, Bolesław Niewiarowski „Lek”. Znalazły się w niej również sugestie dotyczące dalszej działalności Pileckiego. „Lek” zakończył instrukcję słowami: „Trzymaj się stary. Bóg da i Matka Najświętsza, że wszystko będzie dobrze”. Instrukcji tej Witold już nie przeczytał.
