Kupują głosy za flaszkę – jak fałszuje się wybory

Źródło: niezalezna.pl

Cały dzień wyborczy w lesie, na łonie przyrody, trwa impreza. Bilet wstępu? Karta wyborcza. Aby dostać flaszkę wódki, należy przynieść pustą kartę. Następna osoba z kolejki pobiera ją już wypełnioną. Wrzuca do urny i przynosi swoją, pobraną, czystą. Tak to się kręci – pisze „Gazeta Polska”.

Na jesieni czekają nas wybory do samorządu lokalnego. „Festiwal demokracji” – powtarza wielu ekspertów. „Będzie okazja, żeby się napić za darmo” – myśli wielu Polaków, na co dzień okupujących sklepy spożywczo-monopolowe na prowincji.

Ludzie już wybrali

Lucień. Mała wioska na peryferiach Mazowsza. Dwie krzyżujące się ulice, kilkuset mieszkańców. Wieś, jakich w Polsce tysiące, słynąca jednak niegdyś z nieistniejącego już ośrodka prezydenckiego, w którym odbywały się seminaria naukowe pod patronatem prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Eksperci, w tym wielu znanych socjologów i politologów, omawiali podczas tych zjazdów tematy kondycji polskiego społeczeństwa, wolności i demokracji.

Wystarczyło wyjść jednak za ogrodzenie, by zobaczyć, jak w rzeczywistości wyglądają polska demokracja i wybory. W 2010 r. późną jesienią wieś wybiera sołtysa. Stanowisko to nie jest prestiżowe. Nie łączy się z wieloma przywilejami i nikt nie pisze o nim w gazetach, jednak daje zarobić kilkaset złotych miesięcznie.

Miało być dwóch kandydatów. Jeden z nich wchodzi na salę, gdzie odbywało się głosowanie. – Ty chcesz startować na sołtysa? – słyszy pytanie. – No, miałem zamiar – odpowiada kandydat. – Daj sobie spokój. Spójrz, ludzie już wybrali – słyszy w odpowiedzi.

Całość w: http://niezalezna.pl/51487-kupuja-glosy-za-flaszke-jak-falszuje-sie-wybory

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *